Eurowizja czyli jak strzelić sobie w kolano...

Michał Szpak
Michał Szpak Fot. East News, ONS.pl
Ostatnie miejsce na Eurowizji niczym nie różni się od miejsca siódmego czy drugiego. Liczy się tylko zwycięzca. No przepraszam, różni się. Ostatnie miejsce zostanie bardziej zauważone przez hejterów. Z drugiej strony Polska nie robi nic aby ten konkurs odbył się w Warszawie.

I znów stawiam sobie pytanie. Na kiego grzyba zamieszczam te wypociny kiedy tyle się dzieje dookoła? Może dlatego, że jak co roku udzielam mini-wywiadów, opinii o reprezentantach Polski ze względu na 7 miejsce zajęte w Rydze i być może, gdyż ponieważ, dwukrotnie reprezentowałem Polskę. Z 5 minutowych relacji znajomi donoszą, że wycięto jedno zdanie wyrwane z kontekstu. Nie ma to jak usłyszeć, że w TV poszło "Powodzenia (tutaj wpisz imię uczestnika) ". I tak co roku.

Jak w każdym sporcie (a Eurowizja to też rywalizacja konkursowa) na zwycięstwo składa się co najmniej kilkanaście czynników. Od podstawowych, typu choćby piosenka, mniej lub bardziej składny tekst aż po sukienkę tudzież majtki sceniczne - nie wspominając już o przygotowaniu do występu na żywo przed międzynarodową publicznością. Od kiedy po raz pierwszy wystąpiłem na Eurowizji słyszę jednak stękania, że TVP nic nie robi dla promocji polskiej piosenki.

Nosz qwa mać. Ten typ tak ma. Czy to źle czy dobrze - bez znaczenia. Zacznij od siebie. Wszyscy na hurra zgłaszają kandydatury. To tak jakbym poszedł na lotnisko (nawet będąc pilotem), wsiadł do samolotu i lecim. No nie. Chyba żaden z dotychczasowych reprezentantów Polski nie przeczytał instrukcji użytkowania Eurowizji.

Niby latanie każdym samolotem odbywa się na tych samych zasadach ale pojazd pojazdowi nierówny. Cessna 172 to nie Airbus 380. Podobnie z Eurowizją. Eurowizja to nie Opole a tym bardziej Festiwal Piosenki Dziecięcej w Koninie. Często mam takie wrażenie, że o tym się zapomina. Wszyscy startują na hurra bo to dobra promocja, chcą zaistnieć.

O ile na przykład można spróbować to zrozumieć u "żółtodziobów" czytaj "debiutantów" to zupełnie nie dociera do mnie jak na taki krok może zdecydować się doświadczony artysta w naturalnym artystycznym dołku, zdając sobie sprawę z konkurencji, która samą "świeżością" zabija wszystko co stanie jej na drodze. Zaoszczędzę sobie dogłębnej analizy, która mogłaby jeszcze ten dołek pogłębić. Suma sumarum - same straty.

Zdobywamy tę upragnioną nominację i co? Bez budżetu promocyjnego możemy tylko poobijać się na krajowych ściankach do zdjęć, pójść do telewizji śniadaniowej, przyjąć gratulacje sms-owe lub zaproszenia od kilku nieznaczących programów telewizyjnych w krajach partycypujących. Efekt? Wszyscy zyskują. Telewizja ma gościa (dnia?), stylista kasę za strój, fryzjer za "czapkę", naród ma bekę (bo to modne, kto by nie wygrał) a na samym końcu jest bidny reprezentant, którego nie stać na porządny teledysk (czytaj na miarę konkursu), bilet lotniczy na oblot krajowych spotkań klubów OGAE (o ile polski oddział mu takowe zorganizuje), czy choćby na pamiątkowy magnes na lodówce. Wymagań i oczekiwań za to multum!

Od 22 lat nie znalazł się sponsor tytularny, który pozwoliłby godnie polskiej reprezentacji zaistnieć w Europie. Być może to kwestia niewystarczającej audiencji (200 milionów widzów), być może obciach (to po co wysyłać obciachowych artystów) a być może po prostu niewłaściwi ludzie na niewłaściwych miejscach nie promują niewłaściwie przygotowanych reprezentantów naszej ojczyzny.

Zapewne kiedyś przez przypadek komuś z Polski uda się wygrać. Może będzie wystarczająco inny inaczej, może trafi na odpowiedni moment, może sypnie się system smsowy a może publiczność się w końcu zlituje nad nami.

Jedno, czego się nauczyłem, zarówno w sporcie jak i w muzyce, jak mawiał Janek Nowicki w "Wielkim Szu": Szczęście to trzeba umieć sobie zorganizować.

Powodzenia ... Michał! (szczerze)

P.S.: I żeby nie było, że tylko telewizja czy sponsorzy nie pomagają sprawie. Samo stowarzyszenie OGAE, do którego zwracam się od 2 lat o spotkanie w sprawie organizacji koncertu Legends Of Eurovison nie znajduje czasu aby poświęcić go dwukrotnemu reprezentantowi Polski, mimo iż sam załatwiłem finansowanie. Zajęci są sobą i stroną internetową. Potrafię zrozumieć - to absorbujące.
Trwa ładowanie komentarzy...